Kilka dni temu mój szef – renomowany lekarz ginekolog, wpadł do biura z wielkim krzykiem, że ktoś ukradł jego imienną pieczątkę. Nie trzeba chyba nikomu mówić, że lekarska pieczątka musi być odpowiednio pilnowana, ponieważ za pomocą takiej pieczątki można z łatwością podrobić recepty. Oczywiście cała złość została wyładowana na mnie, bo przecież sekretarka musi wiedzieć gdzie leży pieczątka szefa, gdzie szef zostawił długopis czy kiedy szef ostatni raz używał kserokopiarki. Razem z dwiema pielęgniarkami przeszukałyśmy cały gabinet, ale przecież pieczątki są tak małe, że ciężko je znaleźć w całej stercie dokumentów, które niestety szef rozrzuca w swoim gabinecie i nie pozwala ich uporządkować. Stresu było co nie miara i nerwowa atmosfera udzielała się nie tylko pracownikom gabinetu, ale również pacjentkom, które musiały znosić humory naszego wybitnego pana doktora. Jak się rozwiązała cała sytuacja? Okazało się, że oba datowniki i obie pieczątki jakimś cudem wpadły do teczki doktora, w najmniejszą przegródkę, której szef nie sprawdził. Nerwowa atmosfera mogła być zdecydowanie szybciej zażegnana, gdyby nasz specjalista od ginekologii dokładnie sprawdził swoją teczkę. Teraz przynajmniej ma nauczkę, której efektem jest obietnica, że już zawsze będzie swoje pieczątki biurowe odkładał na miejsce, czyli do zamykanej szuflady w swoim pancernym biurku. Zobaczymy ile poczekamy na kolejną taką sytuację, w której całą firmę przerzucimy do góry nogami.
Adres Trackback tego wpisu